Zobacz Politykę Prywatności
Masz już konto na SBStuff.pl? Twoje dane do logowania i historia zamówień pozostają bez zmian. Dowiedz się więcej
bedoes-kwiat-polskiej-mlodzierzy-01.jpg?1420

Marek Fall: Ostatnim razem widzieliśmy się latem ubiegłego roku we Wrocławiu. Byłeś wtedy pół roku od wydania „Aby śmierć miała znaczenie” i chwilę po premierze „Gustawa”. Powiedziałeś mi wtedy, że można cię nienawidzić, ale trzeba w ciebie wierzyć. Sądzisz, że za sprawą płyty „Kwiat polskiej młodzieży” spłaciłeś dług zaufania?

Bedoes: Wobec niektórych tak, ale umówmy się, te słowa mógłbym powiedzieć dziesięć lat temu albo dzisiaj – po raz pierwszy i cały czas byłyby aktualne. Robiąc muzykę nauczyłem się jednej ważnej rzeczy - nie zadowolisz wszystkich. Hejterzy są i choćby nie wiem, co się działo, zawsze będą. Każdy ich ma.

Co się u ciebie działo od czasu naszej poprzedniej rozmowy?

Widzieliśmy się we Wrocławiu i wtedy pojechałem też spotkać się z Filipkiem. Skoro o tym wspominam, może wyjaśnię wszystkie niesnaski, bo ludzie o nie pytają. Wyglądało to tak, że daliśmy sobie po mordach, po czym stwierdziliśmy, że już nie będziemy gadać gówna na swój temat. Beef dwóch młodych graczy zakończył się w rzeczywistości, wiesz o co chodzi. A jeśli ktoś nadal miałby mnie pytać, czy według mnie Filipek jest słabym raperem, to odpowiadam, że bójka z kimś nie zmieni mojego zdania na temat brzmienia jego muzyki.

Kiedyś pisałem piosenki i zastanawiałem się, czy kogoś nie urażę; czy zaraz znowu nie zacznie się gównoburza, nie będę miał problemów i ktoś nie będzie chciał podjechać pod klub. Dostawałem pogróżki, czekali na mnie pod blokiem, mijałem sklepy z napisem „jebać Bedoesa - bydgoska ulica”. W ten sposób byłem witany w rodzinnym mieście. Tak wyglądało moje życie. Myślałem „tutaj nie pójdę, bo...”, „tego nie powiem, bo...”. Stwierdziłem: nie, kurwa! Jeśli mam robić muzykę, to musi się zmienić. Jak mogę rapować i próbować przekazać coś ludziom, skoro nie mogę uporządkować własnych spraw? Musiałem sobie z tym poradzić i wygrać walkę z samym sobą. Wyrzygałem wszystko na tej płycie, zamknąłem rozdział i idę dalej.

Pogadajmy o nowym rozdziale. Twórcy często odżegnują się od podobnych określeń, ale ciebie trudno o to nie zapytać. Czujesz się głosem pokolenia?

Nie chciałbym uogólniać. Są goście w moim wieku, którzy najchętniej spuściliby mi wpierdol, dlatego nie uważam się za ich głos. Jestem głosem tej części pokolenia, która spełnia marzenia; młodych ludzi, którzy chcą od życia czegoś więcej.

Co „Kwiat polskiej młodzieży” mówi o pokoleniu urodzonym w latach dziewięćdziesiątych?

Wiesz, jaka była najmodniejsza rzecz ubiegłego roku wśród młodzieży? Depresja. Wszyscy mają depresję. Przez tę modę na dalszy plan schodzą realne problemy, zwiazane z  chorobą. Kolejne popularne zjawisko ostatnich miesięcy? Patostreamerzy. Goście chleją i robią burdy na streamach....

Czuję, że moje pokolenie właśnie to ma teraz w głowie. Brakuje wiary. Każdy chce być groźny. A ja wypuściłem pozytywny materiał, choćby „Janosika”. Na przekór.

Wierzysz w coaching? W trening personalny?

Nie, to mnie śmieszy. W labelu pojawiło się w pewnym momencie zaniepokojenie, że moje instastories zakrawają na coaching, a ja mówię to wszystko, bo przytłacza mnie ogrom negatywnych rzeczy wokół. Widzę to całe gówno. Dupy wrzucają zdjęcia, na których usuwają najmniejsze zmarszczki. Nie ma gazet, gdzie ludzie mają pryszcze na ryju. Dla mnie to jest złe. Nie chcę pokazywać 250 tysiącom obserwujących, jakie mam łańcuchy i jak się ubierać – tylko uświadomić im, że też mam pryszcze czy brudne buty i nie trzeba mieć przez to doła. Starałem się przekazać to prostymi słowami. Może rzeczywiście czasami brzmiałem żenująco, ale cieszę się, że używam Instagrama w dobrym celu, a nie dla beki. Rozmawiałem kiedyś z Kalim w pokoju hotelowym. Powiedział mi wtedy, że małolaty na nas patrzą i biorą z nas przykład. Wtedy tego nie rozumiałem. Byłem na etapie „Biały i młody”. Dzisiaj już o tym wiem.

Mówienie do słuchaczy jest dla mnie też formą autoterapii. Zachęcam ich do tego, żeby walczyli i nie dali się zwariować. A coaching? Stanowcze nie.

Podczas pierwszego wywiadu rozmawialiśmy o numerach, których już byś nie nawinął. Wspominałeś „NFZ” i wersy o psychotropach czy narkotykach. Ewidentnie zaszła w twoim życiu zmiana, która znajduje odbicie w kawałkach. Tylko czy nie próbujesz być teraz świętszy od papieża i nie zahaczasz przy tym o populizm? Mam na myśli te wszystkie rzeczy w stylu „liczy się to, co macie w środku”, „niech wasze mamy będą dumne”.

Okej, od początku. Jeśli chodzi o „NFZ”, to nie nagrałbym takiego kawałka jeszcze raz, bo teraz to nie byłaby prawda. W tamtym numerze przedstawiałem problemy psychiczne tak jakby były fajne. Nie są.

Nie chcę nikogo nawracać. Tak jak mówiłem, staram się używać tego, czym dysponuję, żeby zrobić coś dobrego. Zdaję sobie sprawę, że w mojej głowie niektóre rzeczy brzmią lepiej, niż już wypowiedziane. Czasem coś wychodzi populistycznie, czasem żenująco, ale dopóki niesie za sobą pozytywną treść – mówi się trudno.

Jesteś bardzo aktywny w mediach społecznościowych, co ma swoje konsekwencje. Nie zastanawiałeś się nigdy, jakby to było, gdybyś przestał się tam wyświetlać tak często?

Nie chcę budować niedostępności. Chcę budować ekskluzywność.

Ludzie piszą do mnie i zaczynają od słów: „hej, wiem że nie odpiszesz…”. Widzę te wiadomości i odpisuję. Po prostu. Na cokolwiek – na pozdrowienia, życzenia miłego dnia czy pytania w stylu „co tam?”. Szanuję fanów i chcę, żeby widzieli, że mogą ze mną porozmawiać. Mamy taką więź, bo niektórzy z nich słuchają mnie kilka lat i moim zdaniem zasługują na odpowiednie traktowanie. Sam byłem kiedyś olewany przez swoich idoli. A moja ekskluzywność dotyczy nie fanów, tylko firm. Składają oferty, a ja odmawiam, bo trzymam swoją wartość. Nie chcę wyskakiwać nikomu z lodówki. To co robię w mediach społecznościowych, robię w pełni za darmo.

Rap jest obecnie na etapie leszcza ze szkoły, który jednak się wyrobił. Na początku był nielubiany, niszowy i nigdzie nie chcieli go puszczać, a nagle stał się atrakcyjny. To napędza zainteresowanie. A mi nie zależy na układach, tylko kontakcie z fanami. Spytałem kiedyś Golców, którzy od dwudziestu lat są na scenie, czy wychodza na zdjęcia po koncertach. Odpowiedzieli: „zawsze”. I zostają do ostatniego fana, choćby trwało to dwie godziny.

Wracając do kwestii generacyjnych. Co z nowego albumu może wyciągnąć dla siebie starszy słuchacz, trzydziesto- czy czterdziestoletni?

„Kwiat polskiej młodzieży” - tytuł mówi sam za siebie. Nie myślałem o czterdziestolatkach, jak nagrywałem tę płytę, ale starsi też mogą znaleźć na niej coś dla siebie. Jeśli ciągle narzekają na to, co się dzieje z młodymi w tym kraju i nagle usłyszą w radio „Janosika” z dwudziestoletnim Bedoesem i Golec uOrkiestra, zobaczą drugą stronę pokolenia.

Mam dojrzałych słuchaczy, którzy piszą do mnie, że wychowali się na Moleście, ale siada im moja muza. Może czterdziestolatkowie zauważą w tym materiale siebie sprzed lat? Przypomną sobie młodzieńczy bunt i znajdą wspólne emocje?

Nie mam za złe, że ktoś starszy ode mnie nie zostanie zmotywowany przez dwudziestolatka. Jestem świadomy, że nie każdy musi poczuć ten vibe.

Od pewnego czasu na naszej scenie panuje napięcie między niektórymi wykonawcami ze starszego pokolenia i ich słuchaczami, a młodzieżą. Jak się do tego odnosisz? Pytam o to dlatego, że niedawno stanąłeś w obronie Multiego, któremu oberwało się m.in. od Palucha i Włodiego.

Stanąłem w obronie Multiego, ponieważ jest moim przyjacielem. Tak definiuję lojalność. Broniłem go też jako artysty, bo jego utwór ma podobny wydźwięk do tytułowego na mojej płycie. Wypowiadając się na Instagramie, życzyłem Multiemu i Paluchowi, żeby doszli do porozumienia. Ten podział jest głupi. Mam wielki szacunek dla Palucha i reszty starych graczy.

To nie jest porównywalnie mocna sytuacja do mojej z Dixonami, ale totalnie byłem ich fanem. Słuchałem kawałka „2 dzielnice, 1 życie”, chodząc do podstawówki, a Multi na stówę słuchał kiedyś Palucha. I to jest przykre, bo my wcale nie jesteśmy ziomkami, którzy szukają wojny. Powiedziałem jedno głupstwo w Stodole i w pełni rozumiem, że można się o to do mnie przyjebać. Przyznaję się. Ale do Multiego? Bo powiedział o otwieraniu głów? Przecież on zwracał się do zamkniętych głów. Jeśli ktoś ma otwartą głowę, widocznie nie były to słowa kierowane do niego. Tyle w tej sprawie powinno zostać powiedziane.

Jednym z powracających motywów na płycie jest ciężar sławy. Gdybyś miał zrobić podsumowanie swojej kariery - co wpisałbyś po stronie strat?

Stres. Żebyśmy dobrze się zrozumieli - jest fajny stres jak trema czy presja, pod wpływem której często decyduję się na właściwie posunięcia. Wiele piosenek, które mi się podobają zrobiłem pod presją. Tak było na przykład z „Gustawem”. Chodzi mi jednak o zły stres, który wynika z tego, że jestem wyjątkowo znienawidzony w porównaniu z innymi raperami. Doszło do tego, że w pewnym mieście moi fani byli przed koncertem bici pod klubem. Chodziła dziesięcioosobowa grupa i szukała dzieciaków. Wypytywali, kto idzie na Bedoesa. Takie sytuacje wyzwalały we mnie chujowy stres i obawę, że stanie się coś złego. Nie stałem się jednak przez to męczennikiem sławy. Lubię swoje zajęcie i rozumiem, że taka jest cena tego co robię.

„Mam nowe mieszkanie, nowe ciuchy, wszystko nowe/A moi przyjaciele martwią się o moja głowę”, rapujesz w „Śniegu”. Podniesienia statusu materialnego czy docenienie przez słuchaczy nie ułatwia uporządkowania sobie spraw na poziomie mentalnym?

Zależy od człowieka. Mógłbym się spuszczać nad tym wszystkim, co udało mi się osiągnąć, ale nie jaram się tym, że mam Złotą Płytę, tylko martwię, że nie zdobyłem jeszcze Platyny. Taki po prostu jestem. Skupiam się na stresie, a nie na zwycięstwie. Jestem cały czas głodny i to mnie napędza.

„Kwiat polskiej młodzieży” to także historia wyjścia z biedy. Wspominasz w piosenkach czasy, gdy dzieliłeś z mamą szamę na pół albo zbierałeś z dziadkiem puszki. Dlaczego ta droga jest dla ciebie tak istotna?

Jestem po prostu dumny z tego, że nie miałem łatwego startu, a wszystko się udało. Mogło nie wyjść, ale kurwa wyszło. Mimo tej całej drogi, mimo tych puszek. Nie mam takiej sytuacji rodzinnej, że jak nie wypali z rapem, to spokojnie, tata ma firmę, rodzice dobrze zarabiają, więc dadzą mi pieniądze. Moja mama pracuje u mnie. Pomaga mi w prowadzeniu działalności. Jeśli z muzyką nie wyjdzie... to prawdopodobnie będę skończony. Ja nie mam żadnego innego wyjścia. To jest moje życie.

Jesteś na takim etapie, że może jeszcze nie wyjść?

Cały czas jest taki etap. Co z tego, że wydałem jedną czy drugą płytę? Tak jak ci powiedziałem - nie skupiam się na tym, ile zarobiłem, ale na tym, ile mogę stracić. Dlatego muszę pozostać najlepszy. Muszę wciąż się rozwijać. Ten materiał - „Kwiat polskiej młodzieży” - to nie jest najlepsza rzecz, jaką zrobiłem w życiu. Za rok zrobię coś lepszego.

À propos zarabiania – czy twoje podejście do pieniędzy nie jest czasem niekonsekwentne? Z jednej strony wrzucasz masę nazw ekskluzywnych marek, a z drugiej - przypominasz cytat z serialu „Janosik”, by wystrzegać się bogatych.

Nie chodziło mi o to, żeby wystrzegać się tych, którzy mają kasę. Idąc tym tropem, musiałbym pierdolić Białasa, Solara i wszystkich moich współpracowników. Tu chodzi o bogaczy. Słyszysz słowo „bogacz” i masz przed oczami typa z komiksu, któremu pieniądze wypadają z kieszeni, a on nikogo nie szanuje i ceni tylko pieniądz. Takich ludzi należy się wystrzegać.

W „Givenchy” padają słowa: „Znam Fendi, znam Versace/Znam Gucci i znam Louis Vui'/Ale tu to nic nie znaczy/Ważne, co masz w sercu/Nieważne, ile masz sneakersów i ile masz siana/Ważne, czy jest dumna twoja mama”. Ja mam te wszystkie buty i ciuchy, ale to nie określa mojej wartości jako człowieka. I to nie znaczy, że mam z tego rezygnować. W bardzo starej piosence rapowałem: „Kupuję głupie rzeczy, no bo nigdy ich nie miałem/Dziś se porobię pierdoły, się pomartwię za dekadę”. Mam dwadzieścia lat, zarobiłem trochę pieniędzy, więc chcę kupować sobie to, co mi się podoba, ale podkreślam - to nie znaczy, że jestem lepszy. Jak sobie kupię Mercedesa GLE Coupe, to nie oznacza, że teraz każdy, kto jeździ jakimś klekotem jest dla mnie gównem. Byłem po tamtej stronie i śmiano się z tego, jak wyglądam i w co się ubieram. Teraz jestem tutaj i staram się pokazać ludziom, że takie rzeczy nie definiują tego, jakim jest się człowiekiem. Ale to znowu nie jest krytyka każdego, kto nosi drogie ubrania.

„Kwiat polskiej młodzieży” pokazuje ciebie jako „gotowego” człowieka i twórcę? To jest twoja finalna wersja?

Ta płyta to najlepsza rzecz, jaką mogłem zrobić mając dwadzieścia lat. Za rok będę lepszy, a w wieku czterdziestu lat, będę w rapie miał wszystko, co chcę. Wtedy pośpiewam sobie z gitarą i założę label, do którego ściągnę młodych artystów, którzy mi się spodobają.

A kiedy rapujesz w „Tarzanie”, że cały czas czegoś szukasz - to jest o życiu czy o muzyce?

O życiu i o muzyce. Jakie życie - taki rap.

Koszyk

Twój koszyk jest pusty.

Dokonaj swoich pierwszych zakupów